topimagenoframe2.gif (28251 bytes)

W poszukiwaniu Szekspira  (Tygiel20/s21)

 

Wielkim kultem otaczała Szekspira żona ks. Generała (Adama Czartoryskiego) ks. Izabella z Flemingów. Księżna Izabella posiadała pamiątki szekspirowskie, a zdobyła je podróżując do Anglii /1798-1790/. 
W swojej korespondencji z 26 maja 1790 r. pisze: „Wyjeżdżam na trzy dni, aby zwiedzić kraj”. Była więc w Stratfordzie z końcem maja lub początkiem czerwca 1790 r. I tu, w domu rodzinnym Szekspira, nabyła część jego krzesła. Jak się to kupno odbyło, opowiedzą nam słowa samej ks. Izabelli.
„Każda pamiątka człowieka sławnego wzbudza ciekawość i uszanowanie. Będąc w Anglii, byłam w Stratford. Tam mieszkał Szekspir, tam umarł, tam dom jego do tego czasu stoi nietykany. 

W tym domu można widzieć pokój, w którym ostatnie lata przepędził. W przytoczonym planie całe rozporządzenie jego mieszkania jest wyszczególnione; tu tylko dodam, że wśród ściany pod literą G na planie naznaczonej jest duża alkowa, w której z jednej strony umieszczony jest z okapem szafiasty komin a z drugiej naprzeciwko komina to krzesło, o którym tu mowa, w murze umocowane stało, ale tak blisko jedno drugiego, że siedzący na krześle łatwo mógł bądź lulkę zapalić, bądź ognia poprawić nie wstając z krzesła. Na tym krześle, przed tym kominem siadywał Szekspir, i to było jego ulubione miejsce. W tym zaciszu w ostatnich latach spoczywał, tam przecierał i poprawiał swe dzieła, żył z przyjaciółmi i szczęśliwie przepędzał chwile. Po śmierci jego, to krzesło i ten kątek stały się celem uszanowania i ciekawości równie współziomków jak i cudzoziemców. Ja, siadłszy na tym krześle, w moim urojeniu widziałam przed sobą Julię i Romea, Mirandę, Desdemonę, Hamleta i Ofelię. Przypominam sobie inne jeszcze działa owego sławnego Szkspira, którego geniusz do wszystkich innych nie podobny, którego zapęd bystry i niepospolity byłby dosięgnął doskonałości, gdyby nie gruba nieumiejętność wieku w czasie jego życia, która się stała do tego przeszkodą. 
Nim opiszę życie i rzadkie talenty Szekspira, muszę tu wspomnieć sposób, przez który dostałam krzesło jego, przy tym osobliwszy zapał dziewięcioletniej panienki, który nas zadziwił i rozrzewnił. Naprzód wyznać muszę, że za pierwszym spojrzeniem na krzesło Szekspira, przyrzekłam sobie, że je jakimkolwiek sposobem dostać muszę i do ‘Domu Gotyckiego’ przeniesione będzie. Pierwsza wprawdzie moja próba w tej mierze zupełnie odrzuconą była. Właścicielka domu, nie bardzo majętna, przełożyła nam, że oprócz przywiązania, które ma dla tej pamiątki, tyle dla niej drogiej, z powodu, że będąc sama z familii Szekspira, chciałaby ją uwiecznić, przy tym jeszcze, że ma z tego wielki zysk, każdy bowiem, kto dom jej odwiedza, drogo płaci najmniejsze ułamki i drzazgi odłupane z krzesła, które potem oprawiają w pierścionki i medaliony. Po długich sporach 200 gwinei ułatwiło trudności. Czuła wdowa o wszystkim zapomniała, z radością krzesło na pieniądze zamieniwszy, że zaś było wmurowane dość głęboko, musieliśmy użyć mularza, żeby przy wydobywaniu szkody nie zrobić. Tu wypada opisać panienkę, o której wyżej wspomniałam. Była to wnuczka właścicielka domu i krzesła. Wychowana w ustawicznym uwielbieniu Szekspira, miała go /że tak powiem/ za bóstwo, a przynajmniej za jestestwo jakieś nadludzkie, a zatem sądziła się być najszczęśliwszą, że była krewną jego. Pyszna tym blaskiem, którym sława Szekspira, podług jej mniemania, i ją okrywała, jedynie nim była zajętą. Umiała większą część dzieł jego na pamięć, ustawicznie je czytała, zawsze nowe w nich znajdując piękności. Słowem, pamięć Szekspira była dla niej źródłem zabaw i szczęścia. Ale gdy ta panienka, przed rokiem, po okropnej ospie słuch i mowę straciła i chociaż zapał nie mniejszy ją ożywiał, już czytać tylko mogła Szekspira, bo słyszeć i mówić o nim nie było w jej mocy.

Wszystkie moje obrady z jej babką z tej przyczyny uszły ją zupełnie. Spokojnie siedząc w pokoju, nie przewidywała, co się stać miło. Gdy mularz przyszedł do pokoju, pytała babki na migi, co będzie robił, a gdy domyślać się zaczęła, z największym na to krzesło skoczywszy zapędem, rękami i nogami a na ostatek i zębami trzymać go się starała. Jęki jakieś osobliwsze rozpacz jej dowodziły. Na koniec krew się jej gębą i nosem puściła, i upadła koło krzesła bez sił i przytomności. Przyszedłszy życiem jej go odbiorą. Nie wiedząc, jak uspokoić tę tkliwą duszę i ten zapał tak rozrzewniający, musieliśmy użyć pastora tamtejszego, który jej przedstawił, że babka uboga, tymi pieniędzmi zasilona, więcej wygód, a tym samym więcej zdrowia mieć będzie. Po długich sporach, zmęczona i zemdlona, przystała na koniec ze łzami na nasze prośby, lecz z tym warunkiem, że nogi przynamniej od krzesła zostaną i że już potem będą jej własnością. Zgodziwszy się na to, pieniądze odliczyłam, krzesło zabrałam, a nogi zostawiłam tej młodej i czułej panience, którą pewnie nigdy nie zapomnę. To krzesło jest z drzewa, jak się zdaje, dębowego. Znać że bardzo i że długo używane było. Ta cześć, która zdobi ‘Dom Gotycki’, składa się z dwóch sztuk, to jest siedzenia i oparcia; obie są wprawne w brązowy stołek, na którym złote litery imię Szekspira składają. Ten stołek stoi w gabinecie ostatnim, przy samym oknie. 

D. King

Copyright © 1998-2003 TYGIEL MŁODZIEŻOWY  Wszystkie prawa zastrzeżone