topimagenoframe2.gif (28251 bytes)

REDUTA ORDONA
 Adam Mickiewicz
(Tygiel12/s27)

„Reduta Ordona” powstała pod wpływem opowiadania Stefana Garczyńskiego, naocznego świadka wydarzenia. Po raz pierwszy „Reduta Ordona” została opublikowana w wydaniu „Poezji” Stefana Garczyńskiego w 1833 r. A. Mickiewicz w dopisku zaznaczył „wiersz ten pisany pod wpływem opowiadania Garczyńskiego, umieszczam między dziełami przyjaciela jako wspólna nasza własność Poświęcam go ostatniemu wodzowi polskiemu, który w sprawie naszej nie rozpaczał i do końca chciał walczyć”.

Z wierszy powstałych po upadku powstania listopadowego 1830 r., utworem najznakomitszym, jedynym z największych arcydzieł poezji jest „Reduta Ordona” – A. Mickiewicza. /Konrad Górski/. Wiersz sławi bohaterską śmierć powstańca porucznika, Ordona, obrońcy przedmieścia Warszawy-Woli i bohaterską postawę polskich obrońców reduty.
Okazało się później, że Ordon wysadził Redutę i nie poległ. Ale legenda stworzona przez Adama Mickiewicza nadal pozostała żywa.
„Lekcja języka polskiego” z „Syzyfowych prac” Stefana Żeromskiego jest hołdem złożonym poecie „Reduty Ordona”.

Analiza utworu
Autor nie ogranicza się tylko do przedstawienia faktów z bitwy, ale wplata emocje, refleksje adiutanta, poza którym kryje się sam poeta.
Adiutant, opowiadający o przebiegu bitwy, nie należał do załogi reduty. Obserwował ją z boku. Dowodem jest wiersz zaczynający się, „nam strzelać nie kazano”, a w dalszych zwrotkach wypowiedź, „pociemniało mi w oczach. Adiutant oglądał walkę z podwyższenia „wstąpiłem na działo”. Stąd widział niezliczone szeregi rosyjskiej artylerii „prosto, długo, daleko jako morza brzegi” i wodza, jak na jego skinienie mieczem, piechota rozwinęła się w długą czarną kolumnę, podobną do „lawy błota”, nasycanej iskrami bagnetów, a powiewające czarne chorągwie wroga, to sępy prowadzące na śmierć.
Poeta przedstawia przewagę wojsk rosyjskich nad polskimi przez zastosowanie kontrastu. Potężnej liczebnie sile wojsk rosyjskich odważa się grozić garstka obrońców reduty: „przeciw nim sterczy biała, wąska zaostrzona, jak głaz bodzący morze”, reduta Ordona z sześcioma armatami, z których nieustannie strzelano, „wciąż dymią i świecą”. Ze strony nieprzyjaciela dwieście armat grzmiało”. Z tych dział leciały kule i kartacze na redutę. Granat rzucony w środek kolumny, „jak w fale bryła lawy”, czynił spustoszenie. Dymem przesłonił pułk piechoty żołnierzy.
Autor nie określił, która strona ponosi straty. Można domyślić się, że polska. Obraz bitwy, nastrój zgrozy, dokonanego zniszczenia, oddają nagromadzone czasowniki, naśladujące jazgot kul: „tam kula lecąc, z dala grozi, szumi, ryczy jak byk przed bitwą, miota się grunt ryje” – walą się trupy, jęczą ranni. Kula „jak wąż boa” przesuwa się przez szeregi żołnierzy, gdy przeleci przez całą kolumnę, bo tak, „jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci”.

Następuje przerwa w opisie bitwy. Opowiadający wyraził swoje współczucie dla masy ludzkiej, idącej ślepo na rozkaz cara, wypełniającej rozkazy często nieznanych wodzów, oddalonych od frontu bitwy, od zagrożenia. Car nie bierze udziału w walkach „sam swej piersi nie nadstawia”, siedzi pięćset mil na swej stolicy”, bezwzględny dla swych poddanych. Wystarczy, by tyran zmarszczył brwi, skinął, podpisał wyrok śmierci i „już tysiąc matek opłakuje dzieci”, skazał na wygnanie i „tysiąc kibitek wnet leci”. Ta obojętna postawa władzy wobec ludzi powoduje ogrom cierpienia narodu. Drżą przed nim Turcy, Francuzi ślą posłów i podlizują się. Temu mocarzowi, „jak Bóg silny, jak szatan złośliwy”, jedna Warszawa stawia opór, „twojej mocy się urąga”. Podnosi rękę w imię odzyskania wolności, odebrania skradzionej korony Chrobrych i Kazimierzów.
Złe humory cara wywołuje strach w jego otoczeniu. Na jego rozkaz prowadzi wojsko „z siłami pól-świata” na redutę wierny mu wódz, „czynny i sprawny”, jak z odrazą określa go opowiadający, jak knut w ręku kata” – cara.
„Patrz” gdy wróg atakuje, adiutant wraca do opisu ostatniego szturmu na redutę. Następuje punkt kulminacyjny. Nacierający Moskale z okrzykiem „ura!” walą się w rowy reduty, ciała ich padają gęsto na faszyny „czernią się na białych palisadach wałów”, a reduta w środku jasna od wystrzałów, czerwieni się nad czernią”.
Nastąpił najtragiczniejszy moment. „Reduta zgasła”. Została opanowana przez wielokrotnie większe siły nieprzyjaciela. Podobnie „jak w środek mrowiska wrzucony motyl błyska”, i nacierany przez mrówki ze wszech stron ginie – „zgasł”. Stawia pytanie retoryczne: dlaczego zgasł ogień i nie słychać strzałów z broni ręcznej? Narrator informuje o nowym wydarzeniu: „już Moskal rogatki wywala” . Przypomina sobie, że nieraz był świadkiem heroizmu garstki żołnierzy walczących z Moskalami. Początkowo żołnierz strzelał na rozkaż dowódcy, a potem wykonywał tę czynność bez rozkazu, „bez rozwagi, bez czucia, pamięci”, aż do wypalenia ostatniego ładunku, aż do śmierci. Podobna scena musiała wydarzyć się w rowach reduty. „Takem myślił”. Domyślał się, że doszło do walki z bronią ręczną i tym razem była więcej używana aniżeli „na wszystkich przeglądach za władzy książęcej” /księcia Konstantego/. Adiutant informuje, że wdarła się w szaniec nieprzyjaciół „kupa i lazła jak robactwo na świeżego trupa”. Tym porównaniem wyraził autor swoje uczucia wstrętu i odrazy do wroga. Szczególne obrzydzenie wzbudza porównanie do „robactwa”. Adiutant dalej opisuje: „pociemniało mi w oczach” i generał, któremu „wymknęło się łez kilka”, z żalem patrzy na straconą redutę.
Pierwszy raz w tej części utworu wprowadza poeta do akcji dowódcę reduty, Ordona. Podaje o nim informację: „tam stał zawsze, to działo kierował”. Adiutant zdaje sprawozdanie z błyskawicznie zmieniającej się dramatycznej sytuacji. Wśród dymu nie było widać Ordona. Gdy dym opadł, podaje krótkim zwrotami: „widzę go, grozi wrogom, trzyma palną świecę, Biorą go – zginął – o nie – skoczył w dół – do lochów”. Generał, który wraz z adiutantem obserwuje walkę o redutę, pochwala decyzję Ordona, że nie odda prochów nieprzyjacielowi, wysadzi redutę w powietrze.
Obserwujący ujrzeli blask ognia, dym, potem nastąpiła chwila ciszy, po niej potężny huk, jak „stu gromów”, wyskoczyły w powietrze armaty i ziemia i dym gesty osłoniły redutę, a wśród tego dymy błysnęły rozrywające się granaty. Kiedy dym opadł, nie było ślady reduty. Znikła jak sen. Pozostała tylko „rozjemcza mogiła”. W niej leżeli ci , „co bronili i ci, co się wdarli” na redutę.
Obraz zniszczonej reduty i poległych z obydwu stron nasunął poecie refleksje, że tylko po śmierci mogły zawrzeć pokój obie strony. Już nikt z Moskali nie stanie na rozkaż cara. Śmierć uwolniła ich od despoty. 
Odtąd stanie się Ordon patronem szańców, bo dokonał dzieła zniszczenia w obronie wolności, „bo dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia”.
Adiutant kończy opowiadanie proroctwem przyszłości, że „Bóg wysadzi tę ziemię”, wtedy, gdy człowiek utraci wiarę i zostanie zabrana wolność narodom przez despotę. Zabranie wolności, zniewolenie narodów przez tyranie jest zbrodnią. Bóg wyznaczy karę i nastąpi tragiczny koniec ludzkości.
Konrad Górski uważa, że w „Reducie Ordona” A. Mickiewicz nawiązuje do głównej myśli wiersza: ‘„Aryman i Oromaz”, walki światłości z ciemnością. Wyraża się to w operowaniu barwami: czarna i biała. Czarnej kolumnie piechoty rosyjskiej prowadzonej przez czarne chorągwie poeta przeciwstawia białą redutę polską; napastnicy czernią się na białych palisadach wałów, a reduta jasna od wystrzałów czerwieni się nad czernią”.

S. Oprawska

Copyright © 1998-2003 TYGIEL MŁODZIEŻOWY  Wszystkie prawa zastrzeżone