|
|
|

|
Wywiad z Adamem Czerniawskim
poetą, prozaikiem, krytykiem literackim
i tłumaczem - wielkim propagatorem
kultury polskiej w Wielkiej Brytanii. |
 |
Ma Pan niezwykle bogaty
dorobek jeśli chodzi o pracę twórczą. Pisze Pan po
polsku pomimo, że całe swoje życie mieszka Pan w Wlk.
Brytanii - tu zdobył Pan swoją edukację, skończył
studia, a więc otoczony był Pan innym językiem. Tłumaczy
Pan również polską poezję na język angielski. Skąd
ten pietyzm dla języka i kultury polskiej?
Przez pierwszych dwadzieścia lat byłem
"otoczony" w domu językiem polskim, choć
rzeczywiście w różnych okresach poza domem dominował
niemiecki, turecki, hebrajski, francuski, arabski, a
przede wszystkim angielski. W języku i kulturze
polskiej czuję się w pełni zadomowiony, pisanie po
polsku sprawia mi przyjemność - nie jest to więc
sprawa jakiegoś "pietyzmu" - choć jednocześnie
czerpię wiele korzyści z innych kultur, innych języków.
Czy pamięta Pan swój pierwszy wiersz?
Nie wiem, czy dobrze rozumiem Pani pytanie.
Przypuszczam, że ma Pani na myśli najwcześniejsze próby,
które nie uznałem za godne zamieszczenia w moim
debiutanckim tomie Polowanie na jednorożca. Było
takich kilka, ale nie umiem teraz nic ciekawego na ich
temat powiedzieć, poza stwierdzeniem, że jeden z nich
udało mi się przepisać na maszynie do pisania mojego
ojca. To pierwsze podniecające przejście z rękopisu
do wstępnego stadium "druku" lepiej pamiętam
od treści samego utworu!
Skąd czerpie Pan inspirację dla swojej twórczości?
Wiem dobrze, że źródła inspiracji są źródłem
fascynacji, nawet ostatnio dobrali się do niej uczeni.
Ja uważam jednak, że jest to fascynacja, która
nigdzie nie prowadzi. Posłużę się analogią. Są
kierowcy samochodów, którzy wiedzą jak motor
funkcjonuje, są tacy, którym wystarcza, że samochód
się poprawnie porusza. Poeta przypomina kierowcę
drugiego rodzaju, ale z istotną różnicą.
Kierowca może w pewnej chwili zdecydować, że jednakże
warto wiedzieć, jak motor działa. Przechodzi więc
odpowiednie wykształcenie u fachowca. Natomiast poeta
ani nie znajdzie odpowiedniego fachowca, ani z własnego
doświadczenia nie dowie się, co go inspiruje.
Czy więc konfrontuje nas tajemnica? Tak. Tym gorzej dla
uczonych, którzy uważają, że wszystko da się
zredukować do wyjaśnień materialistycznych. Co ważniejsze,
nie jest to tajemnica godna naszej uwagi. Tak poetę jak
jego odbiorców interesować winien wykończony,
opublikowany wynik pewnych procesów myślowych i
emocji, a nie sam proces.
Którego z poetów i pisarzy polskich najbardziej Pan
ceni?
Norwida. Stał się moim bohaterem już w gimnazjum i
wtenczas zacząłem go tłumaczyć, co podobnie jak w
wypadku moich przekładów innych poetów, oznaczało
bardzo wysoką ocenę. Właśnie teraz, po wielu latach,
to zadanie doprowadziłem do pomyślnego zakończenia.
Zasłużona londyńska oficyna Anvil Press opublikowała
jego Selected Poems z rekomendacją Poetry Book Society,
a Fundacja Norwidowska w Lublinie udekoruje mnie medalem
"Za zasługi w upowszechnianiu twórczości
Cypriana Norwida".
Podjął się Pan niezwykłego dzieła - przetłumaczenia
"Trenów". Jak do tego doszło?
Na tej samej zasadzie co w wypadku Norwida. W odpowiedzi
na Pani wcześniejsze pytanie powołałem się na
przyjemność, jaką daje mi pisanie po polsku.
Ale znam też trochę język angielski, praca przekładowa
daje mi okazję wykorzystać tę znajomość. Jednak
przede wszystkim kieruję się chęcią przystępniania
polskich arcydzieł kulturze anglojęzycznej.
Jak długo trwała praca nad tłumaczeniem?
Kilkanaście lat. Nie znaczy jednak, że pracowałem nad
tym przekładem dzień w dzień. Pracowałem okresowo,
przygotowując kolejne, mam nadzieję coraz
sprawniejsze, przekłady. Pierwszy, fragmentaryczny,
ukazał się w antologii Bogdany i Johna Carpenterów
Monumenta polonica w r.1989, kolejny został wydany
przez Uniwersytet Śląski w r.1996, wreszcie trzeci
wydał w r.2001 oksfordski European Humanities Research
Centre w ramach swej naukowej serii wydawniczej. Treny
stanowią pierwsze polonicum w tej serii zajmującej się
dotychczas głównie literaturą Europy zachodniej.
Który tren, według Pana, jest najpiękniejszy?
To bardzo trudne pytanie. Zapewne najbardziej urzekające
są te, które bezpośrednio opiewają rodzinną tragedię,
a więc treny III, VI, VII i VIII. Jednakże mistrzostwo
dzieła polega na subtelnej kompozycji całości, złożonej
przecież z tak różnych wątków. Często poszczególne
treny współdziałają na zasadzie kontrastu, np. między
intymnością VIII a chłodnym rezonerstwem IX.
Który przysporzył Panu najwięcej kłopotów w przełożeniu
na język angielski?
Każdy przysparzał sporo kłopotu i to przede wszystkim
dwojakiego rodzaju.
Pierwszy dotyczył doboru stosownego języka, drugi
dotyczył interpretacji nieraz dość zagadkowych fraz
oryginału.
Najpierw trzeba zdecydować czym w tym wypadku jest
stosowny język, zważywszy, że oryginał powstał
przeszło czterysta lat temu.
A więc, czy należy przekład pokryć patyną, czy też
nadać mu wydźwięk współczesny?
Najpierw trzeba zdecydować czym w tym wypadku jest
stosowny język, zważywszy, że oryginał powstał
przeszło czterysta lat temu.
A więc, czy należy przekład pokryć patyną, czy też
nadać mu wydźwięk współczesny? Zdecydowałem się
na współczesność. Zazwyczaj dyskusja ogranicza się
do takiego radykalnego kontrastu. Ale to nie wystarcza.
Archaizować i stylizować można różnie.
Podobnie z współczesnością. Można wybrać język
dostojny, można wybrać kolokwialny, ale który
kolokwialny? Amerykański? Hinduski? Szkocki?
A w ramach kolokwializmów, czy należy przestrzegać
pewnych norm, wykluczających np.. wulgaryzmy? Podjąwszy
decyzję, należy uważnie zachować jednolitość stylu
na przestrzeni dziewiętnastu poematów, które znacznie
różnią się między sobą treścią, ładunkiem
intelektualnym oraz wyrazem uczuć.
Tym drugim źródłem trudności są język i składnia
oryginału. Pewne zwroty na przestrzeni wieków (tak,
wieków przecież!) wyszły z użycia, inne zmieniły
znaczenie i dziś nawet uczeni nie są pewni
oryginalnych znaczeń.
Czy w literaturze angielskiej lub światowej jest
cykl podobnych wierszy tak pełnych ludzkich emocji,
pytań, zwątpień?
Cykl Elegii duinejskich Rilkego. Powierzchownie, są to
cykle bardzo różne. Kochanowski opłakuje śmierć córki,
czyli jest to utwór bezpośrednio związany z
tragicznym wydarzeniem w jego życiu; Rilke zastanawia
się nad życiem, cierpieniem i
śmiercią bardziej ogólnie, bez takiego odniesienia do
krytycznego wydarzenia. Ale zbliża te utwory właśnie
zasięg tematyczny i uczuciowy, a także ukształtowanie
formalne: tu luźno związanych dziewiętnaście
zwartych refleksji liryczno-dramatycznych, tam dziesięć
podobnie powiązanych medytacji.
Kochanowski to poeta renesansu - poeta koncentrujący
się na doli i niedoli ludzkiej - polityki tu nie ma.
Czy uważa Pan, że właśnie los ludzki, a nie wplątywanie
poety i literatury w politykę powinien być głównym
tematem poezji?
Jestem wychowankiem zimnej wojny, więc dobrze się
orientuję, jaką groźbę stanowią próby zmuszenia
pisarza, by nie tylko przyjął zdecydowane stanowisko
ideologiczne, ale by je z wigorem propagował w swej twórczości.
Zawsze należy odgraniczać sztukę od propagandy nie
tylko politycznej, ale też religijnej i moralnej. Pisałem
o tym w różnych kontekstach, poświęciłem temu
zagadnieniu cały esej pt. "Fortynbras czy
Hamlet?" ogłoszony w r.2000 w lubelskim Ethosie.
Przybliżył Pan również czytelnikowi angielskiemu
twórczość m.in. Norwida, Herberta, Różewicza.
Dlaczego wybrał Pan ich twórczość?
Stwierdziłem już jak ważna jest dla mnie poezja
Norwida. Panuje powszechne przekonanie, zwłaszcza wśród
Polaków - dla mnie zupełnie niezrozumiałe - że
poezja ogranicza się do wyrażania i prowokowania uczuć.
Przejawia się ten stosunek wymownie w sposobie, w jaki
polscy aktorzy deklamują wiersze - bełkoczą.
Przekonani, że w kontekście poetyckim słowa tracą
sens, czynią wszystko, aby słowa, frazy, zdania
przekształcić w szum.
I ten szum ma w jakiś magiczny sposób wytwarzać w słuchaczu
właściwy stan emocjonalny. Zupełnie inaczej postępują
np. aktorzy brytyjscy mający szacunek dla słowa.
Otóż właśnie wymienionych przez Panią poetów
cechuje taki szacunek.
Przypomnijmy słynne zakończenie wiersza, który
otwiera Vade mecum Norwida: "Odpowiednie dać
rzeczy - słowo!". O roli intelektu, myśli,
ironii, w poezji pisałem w bardzo wczesnym eseju
"Nieporozumienia" nt. poezji Norwida, i w
innych wypowiedziach ten temat poruszałem. Wspomniana
Anvil Press wznawia obecnie mój obszerny wybór poezji
Różewicza, poprzedzony wstępem, w którym podkreślam
doniosłość tej twórczości. Różewicz jest
najwybitniejszym z naszych żyjących poetów. Niestety,
dzięki intrygom rodaków ominęła go nagroda Nobla.
Na początku swej kariery literackiej współredagował
Pan "Merkuriusza Polskie-go" (1957-58) i
redagował Pan "Kontynenty - Nowego
Merkuriusza". Jaka idea przyświecała tym pismom?
Były głosem młodej inteligencji emigracyjnej.
Ideologicznie były pismami pluralistycznymi, ale w
sumie reprezentowały stanowiska na lewo od oficjalnych
stanowisk starszej emigracji londyńskiej w stosunku do
PRL-u, zwłaszcza w swych próbach przedarcia się przez
żelazną kurtynę.
Mieliśmy też krytyczny stosunek do dominujących w
Londynie prądów literackich reprezentowanych przez
Wiadomości Mieczysława Grydzewskiego.
Jeszcze kilka lat temu był Pan bardzo
"widoczny" na scenie polonijnej. Teraz wydaje
Pan swoje książki głównie w Polsce. Młoda Polonia
ma bardzo ograniczony dostęp do Pana twórczości, a
jest Pan poetą, pisarzem emigracyjnym. Czy nie zachodzi
tu pewna anomalia?
Kiedykolwiek słyszę termin "polonijny",
ukuty przez komunistów, by pogardliwie określić
emigrację, chwytam za przysłowiowy rewolwer. Nie
jestem pisarzem emigracyjnym, jestem pisarzem polskim.
Decydującym faktem jest tu język, w którym się
tworzy, a nie miejsce zamieszkania.
Londyńska Orbis Books Jerzego Kulczyckiego masowo
sprowadza książki z Polski, co jest działalnością
jak najbardziej logiczną, zważywszy, że teraz, gdy
chyba zawalił się kompletnie emigracyjny ruch
wydawniczy, tylko import książek z Warszawy może
utrzymać żywotność polskich księgarń w Londynie,
Chicago lub Paryżu. A jeśli w tych księgarniach brak
moich książek, oznacza to, że księgarze uważają, iż
nie jest to towar chodliwy.
Jak ocenia Pan obecną twórczość literacką w
Polsce? Czy są poeci/pisarze, którzy wyróżniają się
swą oryginalnością i talentem?
Do pewnego czasu śledziłem tę twórczość dość uważnie,
ale już dawno przestałem.
Chcielibyśmy, aby przedstawił Pan naszym
czytelnikom coś ze swojego dorobku. Prosimy o wiersz,
który jest panu szczególnie drogi.
Nie wiem jakie lektury są teraz zalecane polskim
maturzystom w Brytanii.
Powinien znaleźć się wśród nich mój
autobiograficzny tekst " Fragmenty niespokojnego
dzieciństwa", gdzie opisuję m.in. moje próby
dostosowania się do życia brytyjskiego. Więc
zamiast wiersza poleciłbym rozdział 17 "W pałacu
dla bezdomnych", lub przynajmniej wyjątki z niego.
Beata Howe |
|
|
|
|