topimagenoframe2.gif (28251 bytes)

Wywiad z Adamem Czerniawskim
poetą, prozaikiem, krytykiem literackim
i tłumaczem  -  wielkim propagatorem 
kultury polskiej w Wielkiej Brytanii.
Ma Pan niezwykle bogaty dorobek jeśli chodzi o pracę twórczą. Pisze Pan po polsku pomimo, że całe swoje życie mieszka Pan w Wlk. Brytanii - tu zdobył Pan swoją edukację, skończył studia, a więc otoczony był Pan innym językiem. Tłumaczy Pan również polską poezję na język angielski. Skąd ten pietyzm dla języka i kultury polskiej?
Przez pierwszych dwadzieścia lat byłem "otoczony" w domu językiem polskim, choć rzeczywiście w różnych okresach poza domem dominował niemiecki, turecki, hebrajski, francuski, arabski, a przede wszystkim angielski. W języku i kulturze polskiej czuję się w pełni zadomowiony, pisanie po polsku sprawia mi przyjemność - nie jest to więc sprawa jakiegoś "pietyzmu" - choć jednocześnie czerpię wiele korzyści z innych kultur, innych języków.

Czy pamięta Pan swój pierwszy wiersz?
Nie wiem, czy dobrze rozumiem Pani pytanie. Przypuszczam, że ma Pani na myśli najwcześniejsze próby, które nie uznałem za godne zamieszczenia w moim debiutanckim tomie Polowanie na jednorożca. Było takich kilka, ale nie umiem teraz nic ciekawego na ich temat powiedzieć, poza stwierdzeniem, że jeden z nich udało mi się przepisać na maszynie do pisania mojego ojca. To pierwsze podniecające przejście z rękopisu do wstępnego stadium "druku" lepiej pamiętam od treści samego utworu! 

Skąd czerpie Pan inspirację dla swojej twórczości? 
Wiem dobrze, że źródła inspiracji są źródłem fascynacji, nawet ostatnio dobrali się do niej uczeni. Ja uważam jednak, że jest to fascynacja, która nigdzie nie prowadzi. Posłużę się analogią. Są kierowcy samochodów, którzy wiedzą jak motor funkcjonuje, są tacy, którym wystarcza, że samochód się poprawnie porusza. Poeta przypomina kierowcę drugiego rodzaju, ale z istotną różnicą. 
Kierowca może w pewnej chwili zdecydować, że jednakże warto wiedzieć, jak motor działa. Przechodzi więc odpowiednie wykształcenie u fachowca. Natomiast poeta ani nie znajdzie odpowiedniego fachowca, ani z własnego doświadczenia nie dowie się, co go inspiruje. 
Czy więc konfrontuje nas tajemnica? Tak. Tym gorzej dla uczonych, którzy uważają, że wszystko da się zredukować do wyjaśnień materialistycznych. Co ważniejsze, nie jest to tajemnica godna naszej uwagi. Tak poetę jak jego odbiorców interesować winien wykończony, opublikowany wynik pewnych procesów myślowych i emocji, a nie sam proces.

Którego z poetów i pisarzy polskich najbardziej Pan ceni?
Norwida. Stał się moim bohaterem już w gimnazjum i wtenczas zacząłem go tłumaczyć, co podobnie jak w wypadku moich przekładów innych poetów, oznaczało bardzo wysoką ocenę. Właśnie teraz, po wielu latach, to zadanie doprowadziłem do pomyślnego zakończenia. 
Zasłużona londyńska oficyna Anvil Press opublikowała jego Selected Poems z rekomendacją Poetry Book Society, a Fundacja Norwidowska w Lublinie udekoruje mnie medalem "Za zasługi w upowszechnianiu twórczości Cypriana Norwida".

Podjął się Pan niezwykłego dzieła - przetłumaczenia "Trenów". Jak do tego doszło?
Na tej samej zasadzie co w wypadku Norwida. W odpowiedzi na Pani wcześniejsze pytanie powołałem się na przyjemność, jaką daje mi pisanie po polsku. 
Ale znam też trochę język angielski, praca przekładowa daje mi okazję wykorzystać tę znajomość. Jednak przede wszystkim kieruję się chęcią przystępniania polskich arcydzieł kulturze anglojęzycznej.

Jak długo trwała praca nad tłumaczeniem?
Kilkanaście lat. Nie znaczy jednak, że pracowałem nad tym przekładem dzień w dzień. Pracowałem okresowo, przygotowując kolejne, mam nadzieję coraz sprawniejsze, przekłady. Pierwszy, fragmentaryczny, ukazał się w antologii Bogdany i Johna Carpenterów Monumenta polonica w r.1989, kolejny został wydany przez Uniwersytet Śląski w r.1996, wreszcie trzeci wydał w r.2001 oksfordski European Humanities Research Centre w ramach swej naukowej serii wydawniczej. Treny stanowią pierwsze polonicum w tej serii zajmującej się dotychczas głównie literaturą Europy zachodniej.

Który tren, według Pana, jest najpiękniejszy?
To bardzo trudne pytanie. Zapewne najbardziej urzekające są te, które bezpośrednio opiewają rodzinną tragedię, a więc treny III, VI, VII i VIII. Jednakże mistrzostwo dzieła polega na subtelnej kompozycji całości, złożonej przecież z tak różnych wątków. Często poszczególne treny współdziałają na zasadzie kontrastu, np. między intymnością VIII a chłodnym rezonerstwem IX.

Który przysporzył Panu najwięcej kłopotów w przełożeniu na język angielski?
Każdy przysparzał sporo kłopotu i to przede wszystkim dwojakiego rodzaju. 
Pierwszy dotyczył doboru stosownego języka, drugi dotyczył interpretacji nieraz dość zagadkowych fraz oryginału.
Najpierw trzeba zdecydować czym w tym wypadku jest stosowny język, zważywszy, że oryginał powstał przeszło czterysta lat temu.
A więc, czy należy przekład pokryć patyną, czy też nadać mu wydźwięk współczesny?
Najpierw trzeba zdecydować czym w tym wypadku jest stosowny język, zważywszy, że oryginał powstał przeszło czterysta lat temu.
A więc, czy należy przekład pokryć patyną, czy też nadać mu wydźwięk współczesny? Zdecydowałem się na współczesność. Zazwyczaj dyskusja ogranicza się do takiego radykalnego kontrastu. Ale to nie wystarcza. Archaizować i stylizować można różnie. 
Podobnie z współczesnością. Można wybrać język dostojny, można wybrać kolokwialny, ale który kolokwialny? Amerykański? Hinduski? Szkocki? 
A w ramach kolokwializmów, czy należy przestrzegać pewnych norm, wykluczających np.. wulgaryzmy? Podjąwszy decyzję, należy uważnie zachować jednolitość stylu na przestrzeni dziewiętnastu poematów, które znacznie różnią się między sobą treścią, ładunkiem intelektualnym oraz wyrazem uczuć.
Tym drugim źródłem trudności są język i składnia oryginału. Pewne zwroty na przestrzeni wieków (tak, wieków przecież!) wyszły z użycia, inne zmieniły znaczenie i dziś nawet uczeni nie są pewni oryginalnych znaczeń. 

Czy w literaturze angielskiej lub światowej jest cykl podobnych wierszy tak pełnych ludzkich emocji, pytań, zwątpień?
Cykl Elegii duinejskich Rilkego. Powierzchownie, są to cykle bardzo różne. Kochanowski opłakuje śmierć córki, czyli jest to utwór bezpośrednio związany z tragicznym wydarzeniem w jego życiu; Rilke zastanawia się nad życiem, cierpieniem i 
śmiercią bardziej ogólnie, bez takiego odniesienia do krytycznego wydarzenia. Ale zbliża te utwory właśnie zasięg tematyczny i uczuciowy, a także ukształtowanie formalne: tu luźno związanych dziewiętnaście zwartych refleksji liryczno-dramatycznych, tam dziesięć podobnie powiązanych medytacji.

Kochanowski to poeta renesansu - poeta koncentrujący się na doli i niedoli ludzkiej - polityki tu nie ma. Czy uważa Pan, że właśnie los ludzki, a nie wplątywanie poety i literatury w politykę powinien być głównym tematem poezji?
Jestem wychowankiem zimnej wojny, więc dobrze się orientuję, jaką groźbę stanowią próby zmuszenia pisarza, by nie tylko przyjął zdecydowane stanowisko ideologiczne, ale by je z wigorem propagował w swej twórczości. 
Zawsze należy odgraniczać sztukę od propagandy nie tylko politycznej, ale też religijnej i moralnej. Pisałem o tym w różnych kontekstach, poświęciłem temu zagadnieniu cały esej pt. "Fortynbras czy Hamlet?" ogłoszony w r.2000 w lubelskim Ethosie.

Przybliżył Pan również czytelnikowi angielskiemu twórczość m.in. Norwida, Herberta, Różewicza. Dlaczego wybrał Pan ich twórczość?
Stwierdziłem już jak ważna jest dla mnie poezja Norwida. Panuje powszechne przekonanie, zwłaszcza wśród Polaków - dla mnie zupełnie niezrozumiałe - że poezja ogranicza się do wyrażania i prowokowania uczuć. 
Przejawia się ten stosunek wymownie w sposobie, w jaki polscy aktorzy deklamują wiersze - bełkoczą. Przekonani, że w kontekście poetyckim słowa tracą sens, czynią wszystko, aby słowa, frazy, zdania przekształcić w szum. 
I ten szum ma w jakiś magiczny sposób wytwarzać w słuchaczu właściwy stan emocjonalny. Zupełnie inaczej postępują np. aktorzy brytyjscy mający szacunek dla słowa. 
Otóż właśnie wymienionych przez Panią poetów cechuje taki szacunek. 
Przypomnijmy słynne zakończenie wiersza, który otwiera Vade mecum Norwida: "Odpowiednie dać rzeczy - słowo!". O roli intelektu, myśli, ironii, w poezji pisałem w bardzo wczesnym eseju "Nieporozumienia" nt. poezji Norwida, i w innych wypowiedziach ten temat poruszałem. Wspomniana Anvil Press wznawia obecnie mój obszerny wybór poezji Różewicza, poprzedzony wstępem, w którym podkreślam doniosłość tej twórczości. Różewicz jest najwybitniejszym z naszych żyjących poetów. Niestety, dzięki intrygom rodaków ominęła go nagroda Nobla.

Na początku swej kariery literackiej współredagował Pan "Merkuriusza Polskie-go" (1957-58) i redagował Pan "Kontynenty - Nowego Merkuriusza". Jaka idea przyświecała tym pismom?
Były głosem młodej inteligencji emigracyjnej. Ideologicznie były pismami pluralistycznymi, ale w sumie reprezentowały stanowiska na lewo od oficjalnych stanowisk starszej emigracji londyńskiej w stosunku do PRL-u, zwłaszcza w swych próbach przedarcia się przez żelazną kurtynę. 
Mieliśmy też krytyczny stosunek do dominujących w Londynie prądów literackich reprezentowanych przez Wiadomości Mieczysława Grydzewskiego.

Jeszcze kilka lat temu był Pan bardzo "widoczny" na scenie polonijnej. Teraz wydaje Pan swoje książki głównie w Polsce. Młoda Polonia ma bardzo ograniczony dostęp do Pana twórczości, a jest Pan poetą, pisarzem emigracyjnym. Czy nie zachodzi tu pewna anomalia?
Kiedykolwiek słyszę termin "polonijny", ukuty przez komunistów, by pogardliwie określić emigrację, chwytam za przysłowiowy rewolwer. Nie jestem pisarzem emigracyjnym, jestem pisarzem polskim. Decydującym faktem jest tu język, w którym się tworzy, a nie miejsce zamieszkania.
Londyńska Orbis Books Jerzego Kulczyckiego masowo sprowadza książki z Polski, co jest działalnością jak najbardziej logiczną, zważywszy, że teraz, gdy chyba zawalił się kompletnie emigracyjny ruch wydawniczy, tylko import książek z Warszawy może utrzymać żywotność polskich księgarń w Londynie, Chicago lub Paryżu. A jeśli w tych księgarniach brak moich książek, oznacza to, że księgarze uważają, iż nie jest to towar chodliwy.

Jak ocenia Pan obecną twórczość literacką w Polsce? Czy są poeci/pisarze, którzy wyróżniają się swą oryginalnością i talentem?
Do pewnego czasu śledziłem tę twórczość dość uważnie, ale już dawno przestałem. 

Chcielibyśmy, aby przedstawił Pan naszym czytelnikom coś ze swojego dorobku. Prosimy o wiersz, który jest panu szczególnie drogi.
Nie wiem jakie lektury są teraz zalecane polskim maturzystom w Brytanii. 
Powinien znaleźć się wśród nich mój autobiograficzny tekst " Fragmenty niespokojnego dzieciństwa", gdzie opisuję m.in. moje próby dostosowania się do życia brytyjskiego.  Więc zamiast wiersza poleciłbym rozdział 17 "W pałacu dla bezdomnych", lub przynajmniej wyjątki z niego.

Beata Howe 

Copyright © 1998-2003 TYGIEL MŁODZIEŻOWY  Wszystkie prawa zastrzeżone